To teraz się pobawimy trochę słowami i sporem miedzy dwoma pierwszymi stwierdzeniami. Podejdę trochę też pod ten trzeci. Czytając definicje wszystkich trzech, i wyciągając wnioski można uznać, iż dwie pierwsze z wymienionych stwierdzeń są formą wiary – swoistą religią. Zaraz, zaraz ateista we mnie mówi, że ateizm to nie religia, no mój drogi nie do końca. Teista we mnie klaszcze :)

Teizm – wiara w to, że jest bóg/bogowie którzy pilnują by to wszystko się nie rozpadło i dają ludziom możliwość obwiniania ich za swoje błędy. Super wygodne, nie wyszło mi w życiu, popełniłem/łam dużo błędów, ale bóg tak chciał wiec spoko nie moja to wina, nic nie poradzę prowadzi mnie przecież wyższa siła.

Ateizm – wiara w to że nic tam niema, zatem trzeba wierzyć w siebie. Nomen omen forma wiary, stawiająca egoistycznie jednostkę (siebie samego jako personalnego boga). Można odnieść wrażenie, że przedstawiciele tej wiary wciąż chcą by Bóg się jednak okazał prawdziwy by mu napluć w twarz… jeżeli ją ma.

Agnostycyzm – tutaj jest za to ciekawie, przedstawiciele są po środku i patrzą na świat z boku. Nie do końca przekonani, że on jest lub go nie ma. Bardziej rozumiany jako ruch filozoficzny niż religia. Nie ma bezpośredniego dowodu, że bóg jest i patrzy z góry i zarządza by deszcz padał, roślinki rosły itd. Jak i nie ma dla nich dowodu, że go nie ma – ten sam powód deszcz pada, kwiatki rosną itd. za bardzo wszystko jest skomplikowane by nie było w tym czegoś nadprzyrodzonego.

Tutaj ateizm podniesie rękawice i powie, że nauka to wytłumaczyła wszystko i nadal tłumaczy. Zatem – podejmijmy rękawicę. Jeżeli nauka powstała bo człowiek szukał odpowiedzi to jak to się dzieje, że założenia udowadniane przez naukę właśnie dają taki rezultat, a nie inny? To tak jak z pisaniem programu, wprowadzaniem kodów. Informatyk to swoisty bóg dla systemu. System to w sumie złożony byt i działa opisany kodem, który podał mu ktoś wyżej i tak ma działać, owszem program jest niedoskonały więc się zawiesza, wykonuje niepotrzebne operacje itd.  Naukę, świat, człowieka widocznie zaprojektowano by osiągnąć taki rezultat, a nie inny. Pytanie tylko po co to wszystko. Jeżeli była jakaś energia, która pchnęła to wszystko do przodu to skąd była ta energia? I co było jej motywem, bo tworzenie dla samego czynu jest dość trywialne.

Człowiek ma odwieczny kompleks twórcy i tworzywa. Skoro tworzy sam to logicznie musiało być coś co ulepiło początek. Odwieczny spór w pytaniu  ”co było pierwsze jajo czy kura?” nie daje spokoju.

Filozoficznie zapytam co dało początek początkowi?

Teoria o wielkim wybuchu jest niespójna, tak jak wiara w Boga. Założenia naukowców tworzone są na przypuszczeniach tak jak teorie kreacjonizmu wierzących.

Zatem Teizm daje nam poczucie, że gdzieś tam musi być taki programista. Zimny informatyk, który operuje kodem i nic poza tym go nie obchodzi.  Poza tym nic się samo z siebie nie tworzy tak twierdzi fizyka zatem ponownie nasuwa się pytanie gdzie jest początek wszystkiego? Jeżeli skupimy się na siłach, które pchają do tworzenia gwiazd, pytaniem jest skąd są te siły?

Teiści już się cieszą, ateiści smutnie tupią bo jak przecież nic nie ma, nadprzyrodzoność nie istnieje. Agnostycy stoją sobie i mówią ok jest dobrze – każdy ma prawo do wiary i niewiary.

Jeżeli pójdziemy krokiem teisty, przyjmiemy, że Bóg istnieje to czy nie powinno się chociaż raz w życiu nasunąć pytanie skąd on się wziął? Jest podobno stary, wszechmocny to co robił przez te wszystkie eony zanim postanowił stworzyć najbardziej wyrodne ze swoich dzieci – nas ludzi? Budował planety, tworzył rasy różnych innych stworzeń. Skąd uzyskał taką moc? Kto mu ją nadał, jak on sam powstał? Zrodził się sam z siebie? Ale jak? Skąd się zatem wzięła materia do jego kreacji? Itd. itd. Odkryć początku się nie da bo, powtórzę pytanie, co dało początek początkowi?

Wracając do tematu wywodu. Teiści są zabawni w swoim wierzeniu, że wierszyk, piosenka, książka dadzą im odkupienie itp.

Ateiści w swoim zaprzeczaniu są wręcz fanatyczni. Trzeba jednakowoż rozdzielić tutaj ateistę dojrzałego od młodzika. Dojrzały ateista ma zwyczajnie wiarę w poważaniu i nawet nie podejmuje rozmów na jej temat – nie ma; to po co tracić na to czas. Niedojrzały ateista – zraniony bo jego modlitw/próśb nie wysłuchano, biegnie przed siebie walcząc z objawami wiary. To tak jak obrażone dziecko „nie lubię cię” i język na zewnątrz.

Będąc przy dzieciach – rodzimy się przecież ateistami, a może inaczej agnostykami. A dorośli wykorzystują naiwność dziecka by wywrzeć wpływ i wpoić wartości potrzebne lub nie do życia. Powinienem teraz być zły na Matkę, bo wykorzystywała krasnoludki by przekonać mnie do posprzątania w pokoju. Smutno mi było, jak się okazało, że to kłamstwo celem manipulacji. Dlatego do Dziś wolę wierzyć, że gdzieś tam sobie żyją tylko wiedzą, że ich nie potrzebuję to się nie pokazują.

Popędzimy konikiem ateisty dalej, jeżeli nic nie ma to niech jakikolwiek ateista wytłumaczy skąd i dlaczego dzieje się tak jak się dzieje? Czemu akurat słońce świeci – dobrze odpowiem sam – bo zachodzą reakcje termojądrowe, zapoczątkowane rozpadem pierwiastków to skąd się wzięły te pierwiastki tak po prostu był błysk i pełno nagle się budulca pojawiło itp.? Przeczenie ślepe jest tak samo irracjonalne jak ślepe wierzenie, że istnieje byt tak potężny by kreować aktem woli.

Dojdziemy do faktu, iż ideologia ta czy inna jest stworzona na przekonaniach i przypuszczeniach bo nie ma dowodu konkretnego, że boga lub czegoś co nadzoruje nie ma lub jest.

Ateizm powstał w odpowiedzi na teizm. Zatem odrzucanie ideologii boga opisanego zamkniętego w nawiasach przez człowieka. Tych ludzi co nie chcieli pytać i szukać bo tak jest wygodniej.

Jest też rzesza ludzi niezdecydowanych, mówiąca „coś tam jest”, ale irracjonalne jest myśleć, że jest sobie jeden byt nie wiadomo skąd, jak powstał i sobie tworzy od tak bo lubi. Zatem to jest najciekawsze móc wiecznie dociekać, a nie obierać drogi jednej, skrajnej bo one ciągną w stronę fanatyzmu.

Dlatego nie odrzucam ani jednej ani drugiej ideologii, a buduje swoje przekonanie na łącznej puli doznań i doświadczeń. Chcę wierzyć że bóg/energia nadprzyrodzona istnieje i krąży wśród nas, bo zwyczajnie jest to miłe uczucie. Nie chcę natomiast wierzyć w boga opisanego słowem człowieka w książkach z krzyżykami, księżycami i innymi świętymi symbolami. To nie jest to, owszem w tych księgach jest napisane jak być zwyczajnie dobrym zawarto podstawy moralności – ubrane w religię dlatego sama w sobie religia nie jest zła patrząc na wartości na jakich ją pierwotnie budowano, co się działo potem to ułomność ludzka, zwyczajny błąd w kodzie programu napisanego przez nie wiadomo co byśmy żyli według wcześniej określonego szablonu nakreślonego nie wiadomo w jakim celu.

I tutaj jest zamysł ateizmu ułożony – forma odrzucenia z powodu braku racjonalnego wytłumaczenia, najłatwiej zwyczajnie po ludzku zaprzeczyć i zapomnieć bo po co szukać.

I tutaj jest zamysł teizmu – tak jest tam Pan on się wszystkim zajmuje wiec klepnę linijkę wierszyka i zadowolę Pana i się już nie martwię bo on tam jest i mnie widzi jakim cudownym człowiekiem jestem.

Ja wolę stanąć z wiarą w to że dano mi wolną wolę by móc połączyć wiarę z niewiarą i być tam gdzie każdy zdarłby sobie podeszwy wchodząc. Co boli mojego teistę i ateistę, bo postawiłem się wyżej?  Wy to robicie codziennie ja tylko tutaj… bo miałem chwilę weny na koniuszkach palców by sobie popisać…

Sławek P.