Tysiące ludzi mrucząc rzuca, w imię Boga, słów kilka ku przestrodze, ku jakiemuś zrozumieniu. Epatują swoją pewnością, iż to uleczy ich dusze i stanie się tarczą trwalszą niżli stal czy inny materiał. W sumie mają ku temu prawo, tak jak i wszyscy odrywający wzrok od telefonu by wyśmiać ich krótkowzroczność czy zacofanie. 

Jest to jednocześnie śmieszne jak i pokrzepiające, że są ludzie, którzy chcą się zebrać i zrobić coś innego poza pochodami, krzykami o konstytucji, o gnojach szargających czyjeś imię, płaczących nad lasem podczas gdy inni chcą go wyciąć.  Kłóćmy się o każde ziarnko piachu i każdy powiew wiatru, czy siwy włos, a zbudujemy zrozumienie i porządek. Kłóćmy się o wylaną kawę, rozlane mleko i co tam jeszcze diabli przyniosą. Kłóćmy się bo to najlepiej nam wychodzi.

Przykre jest, iż w obecnych czasach ludzie, którzy wierzą w Boga, są wyśmiani lub zsuwani na margines życia przez każdego z tolerancją na czole, podświetloną, ubraną w kolorowe fatałaszki.  Krytykujmy ich bo się przyznali do tego, że wierzą i chcą to manifestować  tak jak muzułmanie na ulicach np. Londynu, Paryża itd.  Zachód nazwał to kontrowersją, jednocześnie klaszcząc modlącym się nie tak dawno muzułmanom w Londynie. Niby przeciw ISIS, a czym innym była modlitwa na granicach?

Nie bronie tutaj katolików, bo domniemam, iż intencja modlitwy w głowach tych ludzi była zupełnie inna niż komunikuje się na zewnątrz, niemniej kto potwierdzi, że marsz w Londynie nie był okraszony zupełnie innymi modlitwami w duszy? Stwierdzając, że „ISIS is not ISLAM” nie wypowiedzieli niczego odkrywczego, bo w gruncie rzeczy ISIS to ugrupowanie/pseudo kraj, a islam to przecież religia taka jak każda inna. Nie jest ponad innymi, a na równi z każdą inną formą wiary. I to należy zrozumieć by dostrzec, że religia w tej czy inne formie ma u podstawy miłość do bliźniego.

Swoją drogą, ciekawe jakie byłyby komentarze zachodu gdyby podano do opini publicznej, iż jest to gest pojednania, próby zniwelowania tego konfliktu między katolizmem, a islamem. Efekt „wow” i jacy Ci Polacy jednak są Kochani?

Można przeczyć i zdzierać gardziel, że przecież to jest głupie, wręcz debilne. Przecież niedorzecznie jest polegać na książce, zwoju itd. Nie zapomnijmy, że człowiek jest w stanie odwrócić i wypaczyć wszystko czego się dotknie, przecież my tak uwielbiamy skrajności. To co zwiemy religią, nazwijmy „zdrowym rozsądkiem” dla ateistów ot taka forma – wierzenie w nic (w sumie trochę depresyjne, ale okej). Gdzie tu zdrowy rozsądek gdy matka zabija dziecko lub ktoś się pastwi nad zwierzęciem?Gdzie tu zdrowy rozsądek gdy pedofil dobrał się do dziecka? Gdzie tu zdrowy rozsądek gdy podczas orgazmu krzyczysz „o boże dochodzę!”,  „boże jak mi zajebiście”. Zamieńcie teraz „zdrowy rozsądek” na „religia”; brzmi równie pusto w ustach wierzących. Te całe rzesze ateistów, katoli, islamistów itd. czują, że są wyżej nad innymi, a wszyscy po równą brodzą w gównie nietolerancji i braku akceptacji wręcz po szyję.

Czy to będzie religia czy zdrowy rozsądek to ostatecznie człowiek manipuluje tymi pojęciami by pasowały do danej jednostki. Przykładem jest emisja pewnego szoł o otyłych paniach. Kręgi feministyczne, jak czytam, lubią temat akceptacji i walki ze stereotypami. Wiec wmawia się, że taka Pani super wygląda i powinna być dumna z siebie, że to piękne (może i dla niektórych). Skoro to jest piękne to czemu Panie szczupłe nie chcą dążyć do takiego kanonu urody? Można się domyślać, że to tak nie bardzo jednak mieć za dużo ciała, ale to tylko założenia. Najlepiej wmówić otyłym, że są piękni itd. i mogę bezkarnie futrować się dalej (proszę pominąć osoby, które swoją otyłość nabyły poprzez leki na jakieś schorzenia). 

Tak na marginesie czekam na program o modelach + size, przecież też jesteśmy piękni. (chociaż już słyszałem odpowiedź co niektórych Pań, że to by było obleśne…. dlaczego!?).

To właśnie ta wkurzająca manipulacja faktami nas nakręca. Nie to czy ktoś wierzy czy nie. Nie to że coś jest lub nie jest piękne. Ludność się wkurza bo jej się wmawia, wciska na siłę coś z czym wewnętrznie nie mogą się pogodzić. I czy to będzie bajdurzenie o równości (której nigdy nie było i nie będzie) czy nawoływanie do modlitwy, czy krzyk kibola z kotwicą, czy feminizm z piszczącymi babami, czy zlot prawicy, czy LGBT, czy islam, tak długo jak będę zmuszany do tolerancji czy akceptacji tego, będę pozostawał wkurwiony.