Można by pisać o rezydentach, można by płynąć w meandrach politycznego ścieku. Obrzucać się gnojem na forach i w życiu. Toczyć z ran ropę nienawiści ku innym poglądom…

Nie trawię potraw fanatyzmu prawego czy lewego, za mocno jednostronnie artykułowane smaki niosą znamiona sraczki emocjonalno-intelektualnej. Problem tutaj jest taki, iż w takich sytuacjach to tak jakby turlać się ze świnką w błocie, w którymś momencie zauważy się, że śwince się to podoba.

Dziś jesień, celebruje wdechem i wydechem. Jej każdy dreszcz i liść to magiczny moment gdy umiera lato przy akompaniamencie kolorów żółci, czerwieni, zieleni czy brązu.  Nawet ten deszcz jest jakoś na miejscu i pasuje i pachnie świeżością. Ludzie schowani pod kilkoma parasolami tną ten obraz swoim pędem. Nie, nie jest to żaden czarny protest, to zwykły moment próby czasu.

Chciałbym zobaczyć pasek informacyjny orzełka, słoneczka i kółeczka, opisujący upadek liścia. Mogę się domyślać ich treści. Zwykły liść kończy swój żywot w momencie wejścia w skład kupki usypanej przez ograbiających ją porządkowych. Niektórzy wydłubią go jeszcze z raz, czy dwa razy, a dziecko z chęcią wbiegnie i rozsypie kupkę tak by znów trzeba było sprzątać. Biedne te liście, a były kiedyś wysoko, pewnie trzymające się gałęzi, zielone i dumne.

Jesień jest piękna w swoim schyłku kolorów, moment gdy swoisty striptiz drzew tańczących na wietrze zakończy się golizną gałęzi. Tylko te drzewa iglaste jakby moherem zakryte igieł nie zrzucą by kłóć dalej w oczy zielenią. Dziś słońca nie ma, ale może i to dobrze bo szczeliny w oknach wieszczą requiem dla spokoju ducha.

Sumienie lub jego klauzula nie pozwala mi głodować wraz z potrzebującym atencji wiatrem. Chyba skrytykowano mnie za niechęć do zdrowia gdy jadłem kawałki lekkostrawnych brzdęknięć gitary. Tak! lubię czasem posilać się wizjami o czymś mniej zwykłym czymś co jest w oddali. Nie palę już głupa, nie piję do ściany i wiesz – to ty chyba jesteś źle uprasowany.

W gąszczu reakcji na różne tematy, chciałbym mieć nóż, tu chyba jestem w jednym zdecydowany, by toczyć złość swoją z szybszą tendencją. Szlachtować, nie dać odpocząć każdego kto krzywdą oznaczył ptaszynę niewinną. Tak tutaj byłbym bezwzględny, tutaj jesień mam w dupie.

Zwykle rozmięka chleb jak wrzucisz go kaczkom do wody. Proszę?! Tu nie o prezesie drogi mlecznej klepię, ani o winach, ani o błędach. Jak byłeś lub byłaś z dzieckiem karmić ptaszki to przecież każdy widział, jak rozmokły lepiej pasuje i szybciej się łyka. Rozmemłane tematy dla bezzębnych konsumentów wchodzą dość łatwo. W sumie to ufajdana ich twarz bo jedli z sedesu.

Ładnie mi się jesień kojarzy, taka nasza bo jest zawsze w kolorach innych od tęczy. Może i polubiłbym się z własnym odbiciem, ale po co gdy inni widzą co chcą i słyszą co jedzą.

Ciekawe jaka będzie zima? Też ja lubię, ale tylko gdy jest biała i mroźna, a coś mi się wydaje, że tak jak w zeszłym roku, będzie mokro i na siłę kolorowo wśród opinii tych wszystkich i tych nie wszystkich.

 

Pzdr.