Powiedziałbym dziś światu, że palce mam połamane dźwiękiem kolejnych stuknięć klawiatury i nie zmieniałbym kolorów na czarno-białe myśląc o pierwszym dniu listopada. Sentymentalny skurcz mięśni twarzy sprawia, że nie bardzo chcę łykać powietrze jak setki wódki by w tym przypadku otrzeźwieć. W mojej okolicy jest kilka miejsc, które zwyczajnie pachną kiczem i ludźmi męczonymi wyrzutami sumienia.

Świeczki niebawem ozdobią miejsca gdzie potencjały ludzkie utracono bezpowrotnie. Kolejni przybędą i stworzą nowy segment marmurowych stowarzyszeń. Lubię ten moment gdy w zaciszu płomienia stoi kilka serc rwących wspomnienia.

Pomiędzy tym i tamtym pomnikiem znajdę tych wszystkich, którym rękę podaję się w geście pogardy, z wyższością skroni nad sensem i wychowaniem. Najbardziej nieznośnym odruchem kości jest to, że strzelają w stawach gdy kucasz, a trzeszczą w postawie gdy wstajesz. Nieznośnym jest to, że ci wszyscy niedzielni wiary pochłaniacze są zwykłymi chamami z katolicką tarczą.

Cały ten spektakl jest ubierany w kolory jakieś mdłe i mi mało znane. Chociaż może i wiem, o które chodzi, ale patrzę tym razem ja, z pogarda na teatrzyk zdarzeń, taniec na spojrzeniach i „kurwy” i fajki w kilku wysublimowanych zwrotach o sąsiedzie lub ciotce.

Wolę być spalony. Niemniej nie bardzo chcę iść na plac i oblać się substancja palną by przez chwile być żywą pochodnią sprzeciwu. Nie dziwi mnie to już wcale, że człowiek posunął się do aktu pieczenia poglądów na swoim ciele. To co zrobią z nim urośnie do rangi symbolu jak swego czasu Jacek Wiśniewski – pytanie czy to właściwa droga?

Winnymi są wszyscy oni i zjednaj i drugiej strony.

Powiedziałbym światu dziś, że nie mam drobnych w kieszeni i guzików zapiętych w koszuli.

Powiedziałbym dziś światu by światła nie dawać do celi, tak tak Panie Levitoux, nie dawać.

Powiedziałbym światu dziś, nie poddawaj się pod naciskiem ludzi, nie poddawaj.

P.S.

Co wy byście chcieli światu przekazać?